Radość życia w rozmiarze +

Para ostrowczan - Ania Mrzygłód i jej chłopak Tomasz - od półtora roku podróżują po całej Europie. I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo wiele osób w wakacje obiera na wypoczynek różne, nawet te egzotyczne kierunki. To co ich jednak wyróżnia, to sposób, w jaki podróżują i ślad, jaki po tych wyprawach pozostawiają, opisując je na blogu www.radosc-zycia-plus.pl.

 

Rozszyfruj nazwę bloga "Radość życia w rozmiarze +". Skąd wziął się pomysł na podróżowanie?
- To zabrzmi pewnie jak jakiś banał, ale chodzi po prostu o to, żeby cieszyć się życiem, niezależnie od rozmiaru, jaki nosimy; żeby nie czekać z pewnymi rzeczami na ,,dobry moment" - aż schudniemy, zaczniemy lepiej zarabiać czy będziemy mieć więcej czasu, bo można tak czekać i czekać przez pół życia. Tak właśnie było u nas - czyli u mnie i mojego chłopaka - z podróżami. Marzyliśmy o nich, jak wiele osób i czekaliśmy. Tylko na co?! W końcu stwierdziliśmy: hej, jak nie teraz, to kiedy? Zacznijmy wreszcie podróżować tyle, ile teraz możemy! I to był właśnie początek naszych wyjazdów i mojego bloga.

Jak wybieracie kierunki kolejnych podróży? Czym się kierujecie w tych wyborach?
- Są właściwie dwie drogi. Często znajdujemy jakieś tanie bilety i myślimy sobie: to miejsce jest ciekawe, jedźmy tam! Tak trafiliśmy chociażby na cudowną Maltę! Mamy też oczywiście listę takich ,,wymarzonych" miejsc i tu jesteśmy w stanie zapłacić za bilety czy hotel troszkę więcej, chociaż i tak zawsze polujemy na okazję i szukamy sposobu. Tak było na przykład z Monako, do którego można dojechać w pół godziny z Nicei, a tam można polecieć za nieduże pieniądze i znaleźć hotel w przystępnej cenie.

Jak tanio podróżować po świecie? Macie złoty środek, wskazówki dla innych?
- Cenami biletów lotniczych rządzi jakiś nieodgadniony algorytm. Nasz najtańszy bilet na lot krajowy kosztował 7 zł, a po Europie bardzo często latamy za 39 czy 79 zł. Takie ceny dostępne są tylko na jakieś wybrane daty, a więc ten złoty środek to... elastyczność! Wiem, że nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, ale trzeba po prostu planować urlop odwrotnie, niż zwykle - najpierw poszukać tanich biletów i hotelu do kompletu, a dopiero potem starać się o wolne w tym terminie. Byle szybko, bo ktoś może w międzyczasie kupić te bilety. Jest ich zwykle bardzo ograniczona ilość. Elastyczność dotyczy też wyboru miejsca. Jeśli bardzo się uprzemy, że na dany urlop chcemy koniecznie jechać w miejsce X, to też możemy nie znaleźć dobrej okazji, ale może akurat są tanie bilety do miejsca Y, drugiego czy trzeciego na naszej liście? Trzeba przeglądać internetowe strony podróżnicze, śledzić fora i blogi, na których inni przedstawiają znalezione promocje. Nasze podróże przeważnie mają formę niskokosztową, więc na miejscu wybieramy publiczny transport lokalny lub piesze spacery. Często można zwiedzić miasto podczas tzw. "free-tours", czyli wędrówek z lokalnym przewodnikiem, które nie kosztują nic. Ogólnie stawiamy na kraje tańsze do codziennego przeżycia, dlatego nie byliśmy jeszcze na przykład w Skandynawii czy Szwajcarii, chociaż te kierunki bardzo kuszą. Z drugiej strony daje nam to takie poczucie, że jest większa szansa, że ktoś wybierze się w któreś z miejsc, w których byliśmy. Nasze wyjazdy są zwykle krótkie i przystępne cenowo, a na pewno da się je zrealizować jeszcze taniej, np. decydując się na nocleg w hostelu, a nie hotelu.

Znajomość języków (minimum angielskiego) pewnie zdecydowanie ułatwia takie samodzielne podróżowanie, bez pośredników?
- Wiesz, też kiedyś myślałam, że mówiąc płynnie po angielsku zawojuję świat! To się dziś wpaja młodym ludziom. I faktycznie, podróżując bez biura podróży, musimy sobie sami radzić ze wszystkimi aspektami naszych wyjazdów, jakoś się dogadać z różnymi osobami. Czasami pojawiają się oczywiście jakieś problemy. Niektóre znajomość angielskiego bardzo pomaga rozwiązać - jak na przykład niedziałający prysznic w Wielkiej Brytanii i właściciel bed&breakfast (rodzaj taniego hotelu), który się podział nie wiadomo gdzie... No i wtedy jestem bardzo dumna, że znam angielski. Ale okazuje się, że są kraje, w których znajomość angielskiego bywa praktycznie bezużyteczna - i jest ich znacznie więcej, niż kiedyś sądziłam. Na przykład we Francji recepcjonistka pomyliła mnie z kimś innym i sądziła, że płacę za pokój dla jednej osoby, a mieszka w nim też mój chłopak. Kompletnie nie rozumiała, co próbowałam jej tłumaczyć po angielsku. Wydusiłam z siebie w końcu jedno jedyne zdanie po francusku: widziała nas pani pierwszego wieczoru! Dopiero to pomogło.

Od kiedy podróżujecie i ile miejsc udało się Wam zobaczyć do tej pory? Ile kilometrów łącznie (jeśli to liczycie) już pokonaliście?
- Podróżujemy od półtora roku i samolotami pokonaliśmy trochę ponad 50 000 km - śledziłam to i czekałam, aż okrążymy równik! Lotów po Polsce i po Europie było równo 50. Co do miejsc... Jeśli pytasz o kraje, to było ich około 15, ale do niektórych wracaliśmy po kilka razy - czasem w to samo miejsce, czasem w inne, albo podczas jednego pobytu odwiedzaliśmy kilka miast. Byliśmy w krajach nieodległych od Polski, jak Czechy czy Ukraina, ale i dalekich, jak Gruzja czy Izrael. Nie podróżowaliśmy jeszcze na inne kontynenty z prozaicznego powodu - koszty wypraw do Azji czy Ameryki Południowej lub Północnej nie są jeszcze na naszą kieszeń.

Najciekawsze miejsce, które udało się Wam zobaczyć?
- Dla mnie jest to zdecydowanie Czarnobyl, a właściwie cała strefa wykluczenia wokół pechowej elektrowni. Niezwykłe miejsce! Dobry tydzień po powrocie nie mogłam się otrząsnąć z emocji, jakie we mnie wywołał pobyt tam i wcale nie były to emocje pozytywne, tylko raczej głęboka refleksja nad losem wszystkich wysiedlonych ludzi i pozostawionych tam zwierząt. Mój chłopak był zachwycony Gruzją i bardzo lubi Ukrainę, która przypomina mu Polskę sprzed wielu lat.

Ciekawe osoby, które spotkaliście na swojej drodze?
- Spotykamy wielu ciekawych ludzi i dzięki nim kompletnie już nie wierzę w stereotypy i nie oceniam książki po okładce. W Kijowie spotkaliśmy kiedyś staruszka o lasce, który wyglądał, jakby miał ze 100 lat i był niewidomy albo niewiele widział, bo zapytał nas, gdzie jest i czy pomożemy mu dotrzeć na stację metra. Po drodze zaczęliśmy rozmawiać, ale jakoś nie do końca mogliśmy się porozumieć po ukraińsku i ten pan nagle przemówił piękną angielszczyzną, naprawdę rzadko się taką słyszy. Opowiedział nam, że uczył kiedyś tego języka między innymi w Syrii i że wraca właśnie z mszy po angielsku, bo zawsze po niej może sobie z kimś pogadać. Kiedy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, zaczął mówić do nas po polsku. Okazało się, że jest Polakiem, który przeżył na terenie obecnej Ukrainy kawał historii. Niesamowity życiorys, prawda?

Najciekawsza przygoda / anegdota związana z podróżami?
- Jestem osobą, która przyciąga niewiarygodne ilości dziwnych i zabawnych zdarzeń, więc ciężko mi wybrać tylko jedno. Bardzo zachęcam do zajrzenia na mojego bloga, bo praktycznie w każdym wpisie opisuję jakieś.
Natomiast jest jedno zdarzenie, które ciężko może rozpatrywać w kategoriach przygody, ale ciężko mi o nim zapomnieć. Kiedy w Izraelu wracaliśmy tramwajem z instytutu Yad Vashem, nagle zatrzymano pojazd w połowie trasy i kazano wszystkim wysiadać. Sądziliśmy, że będziemy musieli się przesiąść, ale okazało się, że po prostu zatrzymano wszelki ruch w tamtej okolicy. Pojawił się komunikat o zakłóceniach na torach, wokół nas rósł tłum, w tle słychać było karetki. Zaczęłam panikować, byłam pewna, że dzieje się coś złego. Schroniliśmy się w budynku dworca i nagle przez okno zobaczyliśmy biegnący tłum krzyczących ludzi. Okazało się potem, że był to po prostu ogromny protest ortodoksyjnych Żydów, a jego uczestnicy uciekali przed policją, która polewała ich śmierdzącą cieczą. W życiu nie czuliśmy takiego smrodu, a unosił się w powietrzu jeszcze przez kilka dni!

Jakie miejsca chcielibyście jeszcze zobaczyć?
- Wszystkie! Jest mnóstwo krajów, w których jeszcze nie byliśmy. W każdym jest coś ciekawego, a jednocześnie raczej nie ma takich, do których byśmy nie pojechali, gdybyśmy mieli możliwość. Mojego chłopaka ciągnie bardziej na wschód - na Białoruś, do Mołdawii i Albanii. Ja marzę o przeróżnych kierunkach - bliskich jak Holandia, do której nam jednak jakoś zawsze nie po drodze i dalekich, jak Stany Zjednoczone.

Na blogu www.radosc-zycia-plus.pl opisujesz miejsca z całej Europy. Czy będzie też cykl ciekawych miejsc w Polsce, które warto obejrzeć?
- Na początku planowałam pisać również o miejscach, które odwiedzamy w naszym kraju, bo jest ich też całkiem sporo. Potem okazało się, że brakuje mi czasu, żeby opisywać nasze zagraniczne podróże na bieżąco. Na dodatek znalazłam sobie wymówkę, że podróże po Polsce będą mniej ciekawe dla moich czytelników, bo przecież każdy był w Warszawie. Teraz sama odkrywam Polskę na nowo, bo nasze podróże nauczyły mnie, że do każdego miejsca trzeba podejść z otwartym umysłem i ciekawością, a ono na pewno się za to odwdzięczy. Zatem bardzo możliwe, że zacznę pisać też o Polsce!

Dziękuję za rozmowę.
Jarosław Słodkiewicz


Drukuj