Maciej Kozicki: Cud poparty ciężką pracą

Piłkarze III-ligowego KP KSZO 1929 Ostrowiec Św. batalię o awans zakończyli na finiszu rozgrywek niepowodzeniem. Wynik osiągnięty w niełatwych warunkach organizacyjno - finansowych prezes klubu Maciej Kozicki określa jednak mianem cudu, choć natychmiast dodaje, że popartego ciężką pracą.Piłkarze III-ligowego KP KSZO 1929 Ostrowiec Św. batalię o awans zakończyli na finiszu rozgrywek niepowodzeniem. Wynik osiągnięty w niełatwych warunkach organizacyjno - finansowych prezes klubu Maciej Kozicki określa jednak mianem cudu, choć natychmiast dodaje, że popartego ciężką pracą.

- Sezon 2017/2018 w porównaniu do poprzedniego był dla nas lepszy. Poprawiliśmy się o jedno oczko, zajmując 3. miejsce w III lidze. To jest też nasze najlepsze osiągnięcie po reorganizacji, odkąd III liga składa się nie z dwóch, a czterech województw. Ten wynik to dla nas 120 procent wykonanego planu, a może nawet więcej. Przypomnę, że mniej więcej rok temu rozmawialiśmy o przyszłości i ona nie rysowała się w ciekawych barwach. Dzięki pracy, podkreślę to - pracy wolontariackiej wielu ludzi - udało się sklecić drużynę, która w rundzie jesiennej, pod wodzą trenera Tadeusza Krawca, zajęła 6. miejsce, a w rundzie wiosennej to miejsce jeszcze poprawiliśmy, realnie włączając się do walki o awans. Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że tak będzie, to myślę, że w moich oczach byłby fantastą. Wielki szacunek należy się całemu sztabowi szkoleniowemu. Wielkie podziękowania należą się dla Przemka Cecherza, który "dołożył do ognia" i pociągnął tę zapoczątkowaną przez Tadka Krawca pracę - mówi z dumą o tym, co udało się przez ostatnie kilkanaście miesięcy osiągnąć, prezes Maciej Kozicki. - Jeśli mówimy o KP KSZO 1929, to nie możemy zapominać również o grupach młodzieżowych, w których trenuje blisko 200 dzieciaków. W tym sezonie wygraliśmy Świętokrzyską Ligę Juniorów Młodszych i graliśmy w barażach z krakowską Wisłą, w których od początku byliśmy na straconej pozycji i tej rywalizacji zresztą wygrać nam się nie udało - dodaje.

Milion w budżecie...

Problemy finansowe klubów sportowych to niestety w polskich realiach norma. Nie inaczej jest też w Klubie Piłkarskim KSZO 1929 Ostrowiec Św.

- Borykamy się z problemami finansowymi, ale robimy to, na co nas stać i każdą wydawaną złotówkę oglądamy dwa razy. Budżet klubu zamknął się kwotą niespełna miliona złotych, z czego 200-250 tysięcy przeznaczamy na sport młodzieżowy. W lidze wyprzedziły nas tylko Resovia Rzeszów, która sportowo była najlepsza oraz Motor Lublin z czterokrotnie wyższym budżetem - opisuje sytuację, w jakiej ostrowieckiemu klubowi przyszło się bić o awans do II ligi, Maciej Kozicki.

Największym sponsorem klubu, podobnie jak w innych klubach hutniczego miasta, jest gmina Ostrowiec Św. Władze klubu doceniają pomoc, wskazując jednak na niedoskonałości systemu wspierania sportu w mieście, co generuje problemy organizacyjne...

- My do środków, które otrzymujemy od naszego największego sponsora, czyli gminy Ostrowiec Św., dokładamy drugie tyle od drobnych sponsorów. To też pokazuje skalę tego, w jaki sposób ten nasz budżet jest "lepiony". W dodatku mamy trochę specyficzny podział środków, które otrzymujemy od gminy z tytułu promocji przez sport. Większość tych środków trafia do nas w pierwszym półroczu, czyli pod koniec sezonu. Mniejsza ilość pieniędzy płynąca do nas z tego źródła trafia do nas w drugim półroczu, czyli na początku kolejnego sezonu. Dlatego wynikł problem w tamtym roku i ten sam problem powtórzył się również w tym roku. Jako dyscyplina zespołowa startujemy najwcześniej, bo już 10 sierpnia. Zwiększenie nawet do 300 tysięcy brutto wsparcia stawia nas w tym momencie na poziomie, z całym szacunkiem do tych klubów, Trzebini Siersza, Wisły Sandomierz czy Spartakusa Daleszyce. Te drużyny, z takimi budżetami, walczyły o utrzymanie. Trzebini nie udało się, Spartakus wybronił się, a Wisła uratowała się cudem w ostatniej kolejce - mówi prezes Kozicki. - Ja w tym momencie nie jestem w stanie zatrzymać w klubie kilku zawodników, którzy stanowili tu trzon drużyny i dawali jej jakość. Nie chciałbym znów zaczynać od początku i ściągać na nowo zawodników perspektywicznych, którzy mieliby za zadanie się u nas ogrywać. Nie po to pracował tu przez pół roku trener Cecherz, żeby teraz to zaprzepaścić.

Jaka przyszłość drużyny?

Wciąż nie wiadomo, w jakim składzie personalnym przystąpi do nowego sezonu zespół KSZO. Nadal nie wiadomo, kto go poprowadzi. Nie ma trenera, a kilku piłkarzy rozgląda się za nowym pracodawcą. Dwaj młodzi wychowankowie - Kamil Łokieć oraz kapitan drużyny Paweł Czajkowski - przebywają na testach w drugoligowym GKS Bełchatów. 

- Zawsze stawiamy sobie jak najwyższe cele. Mamy jedną z młodszych drużyn w III lidze, ambitną, która wzmocniona 2-3 zawodnikami jest w stanie włączyć się do walki o II ligę w przyszłym lub następnym sezonie. I mówię to z całą odpowiedzialnością, ważąc słowa. Stawiam sobie taki cel. Bez pieniędzy pewnych rzeczy jednak się nie zrobi. Przykro mi to mówić, bo to, co zostało zapoczątkowane, m. in. przez trenera Cecherza, może zostać zaprzepaszczone. Mamy pewne problemy, mamy jak inni pewne zobowiązania finansowe, również wobec piłkarzy. Nie są to może jakieś nawarstwiające się zobowiązania, których nie można by spłacić, ale uregulować je trzeba. Chciałbym móc kontynuować pracę w takim samym lub wzmocnionym składzie personalnym. Rok temu określiliśmy nasz cel w sposób minimalistyczny, zakładając walkę o utrzymanie. To, że zajęliśmy 3. miejsce, to był cud, ale cud poparty ciężką pracą, bo obraziłbym pracowników tego klubu, określając ten wynik wyłącznie w kategoriach cudu - kończy prezes Maciej Kozicki.

J. Słodkiewicz


Drukuj